Chłopak nieco zdziwiony obejrzał się za wołającą
dziewczyną. Nie sądził, że usłyszy jej głos, aż tak szybko. Ustał na środku
chodnika, posyłając jej ciepły i promienny uśmiech. Momentalnie wybiegła z domu
i popędziła w stronę Reusa.
- Co się stało? - zapytał zdziwiony.
- Właśnie dostałam wiadomość od Thomasa. Prosił, abym do
niego przyszła, więc pomyślałam, że podejdę z tobą kawałek. W końcu idziemy w
tę samą stronę.
- W towarzystwie pięknej dziewczyny, zawsze.
W pewnym momencie poczuli przepływ chłodnego wietrzyku.
Idąc pod wiatr włosy Sylwii zaczęły przysłaniać jej twarz, co wzbudziło w niej
lekko irytację. Wnioskując po minie chłopaka widok denerwującej się
dziewczyny był zabawny.
- Mogę wiedzieć z czego się tak śmiejesz? – zapytała z
przymrużonymi oczami.
- Ślicznie wyglądasz jak się denerwujesz. - posłał jej zabawny uśmieszek.
Dziewczyna lekko się zarumieniła co widać było po jej różowych wypiekach na twarzy.
- Może zmieńmy temat. - szturchnęła go w ramię. - Masz jakieś plany na sobotę? - zapytała nieśmiale.
- Jeszcze cały tydzień mam wolny, więc będę miał czas. A masz dla mnie jakąś propozycję? - słysząc jej pytanie na jego twarzy pojawił się wielki banan.
- Wiesz, urządzamy z chłopakami ognisko za miastem i jakbyś chciał to możesz przyjechać.
- Jak dam radę to przyjadę. - zrymował swoją wypowiedź, na co oboje wybuchnęli niepohamowanym śmiechem. - Takie zaproszenie może się więcej nie powtórzyć.
- Jak chcesz możesz zabrać jakichś kumpli, im więcej osób tym lepiej. - przystała obok wielkiego domu, który należał do jej przyjaciela, co zwiastowało ich pożegnanie.
- To tutaj. Pamiętaj o mojej propozycji. Masz mój numer, a więc zadzwonisz czy będziesz.
- Jasne! Na pewno dam ci znać. - posłał jej słodkie spojrzenie.
Dziewczyna zawahała się, ale postanowiła pożegnać Reusa w inny sposób niż za pierwszym razem. Zbliżyła się do niego, cmokając jego policzek. Gest dziewczyny sprawił, że chłopak był mile zaskoczony.
- To cześć. Życzę miłej podróży i mam nadzieję, że zobaczymy się w sobotę.
- Też mam taką nadzieję. Trzymaj się. Pa.
Chłopak nie widząc dziewczyny, która właśnie udała się do budynku, złapał swój policzek, gdzie jeszcze przed chwilą został obdarowany czymś czego pragnął. Po chwili wrócił do rzeczywistości i ruszył do hotelu przy stadionie.
Dziewczyna lekko się zarumieniła co widać było po jej różowych wypiekach na twarzy.
- Może zmieńmy temat. - szturchnęła go w ramię. - Masz jakieś plany na sobotę? - zapytała nieśmiale.
- Jeszcze cały tydzień mam wolny, więc będę miał czas. A masz dla mnie jakąś propozycję? - słysząc jej pytanie na jego twarzy pojawił się wielki banan.
- Wiesz, urządzamy z chłopakami ognisko za miastem i jakbyś chciał to możesz przyjechać.
- Jak dam radę to przyjadę. - zrymował swoją wypowiedź, na co oboje wybuchnęli niepohamowanym śmiechem. - Takie zaproszenie może się więcej nie powtórzyć.
- Jak chcesz możesz zabrać jakichś kumpli, im więcej osób tym lepiej. - przystała obok wielkiego domu, który należał do jej przyjaciela, co zwiastowało ich pożegnanie.
- To tutaj. Pamiętaj o mojej propozycji. Masz mój numer, a więc zadzwonisz czy będziesz.
- Jasne! Na pewno dam ci znać. - posłał jej słodkie spojrzenie.
Dziewczyna zawahała się, ale postanowiła pożegnać Reusa w inny sposób niż za pierwszym razem. Zbliżyła się do niego, cmokając jego policzek. Gest dziewczyny sprawił, że chłopak był mile zaskoczony.
- To cześć. Życzę miłej podróży i mam nadzieję, że zobaczymy się w sobotę.
- Też mam taką nadzieję. Trzymaj się. Pa.
Chłopak nie widząc dziewczyny, która właśnie udała się do budynku, złapał swój policzek, gdzie jeszcze przed chwilą został obdarowany czymś czego pragnął. Po chwili wrócił do rzeczywistości i ruszył do hotelu przy stadionie.
***
Dziewczyna weszła do mieszkania przyjaciela i zastała go siedzącego na kanapie. Widać, że nie był w najlepszym humorze. Sylwia postanowiła go pocieszyć.
- Thomi, czemu jesteś smutny? Co się dzieje? - zapytała z troską, siadając obok chłopaka.
- Laura umówiła się z Oskarem, a jak wiesz jestem w niej zakochany. Myślałem, że ona też coś do mnie czuje, ale najwyraźniej się pomyliłem. W dodatku Felix cały czas o ciebie pyta.
- Co on znowu ode mnie chce? - zapytała z oburzeniem.
- Po meczu się upił i jak to on, gadał głupoty. - przyznał obojętnie.
- Nie chce już o nim słyszeć, a co do Laury to nie poddawaj się tak łatwo. Jeszcze możesz ją zdobyć. - przytuliła go.
- Kochana jesteś. Zawsze mi pomagasz. Możesz dzisiaj u mnie nocować?
- Ok, tylko wyślę tacie wiadomość, żeby się nie martwił.
- To ja w tym czasie zamówię pizzę. - poszedł do kuchni po telefon.
Po dwudziestu minutach przyjechał dostawca z jedzeniem. Kiedy odjechał przyjaciele zabrali się do konsumpcji.
- Sylwuś, a z kim ty wróciłaś do domu?
- Nie uwierzysz. Z piłkarzem, którego wcześniej widziałam na koncercie. Teraz okazało się, że gra w Borussi, ale nie naszej tylko z Moenchengladbach. W sumie to polubiłam go.
- Aha, ale podoba ci się?
- Jest przystojny, ale najważniejsze, że inteligentny, a i zaprosiłam go na ognisko. - nawijała jak nie ona.
- To świetnie, poznasz mnie z nim. Ale zrobiłem się senny, idę się położyć. - leniwie wstał z kanapy i skierował się do swojej sypialni.
- Ja tu jeszcze posiedzę, bo i tak nie usnę. - krzyknęła.
Dziewczyna udała się do kuchni po kakao, które niedawno zrobił chłopak. Lubiła siedzieć w ciemności, dlatego pogasiła światła w całym mieszkaniu. Z gorącym kubkiem napoju powędrowała do okna. Wcześniej uchylając je na rozcierz. Usiadła na parapecie, popijając ciepłe kakao i spoglądając na zachmurzone niebo. W tej chwili o niczym nie myślała, zupełna pustka przepełniła jej głowę. Dochodziła pierwsza w nocy. W końcu dziewczyna poczuła znużenie. Zeszła z parapetu, odstawiając pusty kubek. I znowu to samo uczucie, pulsującej od bólu głowy. Chwiejącym krokiem skierowała się do kuchni, do której niedługo po niej wparował zaspany Thomas. Zapalając światło, przestraszył dziewczynę nie na żarty.
- Boże! Thomas, ale mnie nastraszyłeś.
- Sylwuś, wiesz, która jest godzina? Czemu ty jeszcze nie śpisz? - oznajmił przecierając zmęczone oczy.
- Nie mogę jakoś spać.
- Matko! Co ci jest? Krew ci z nosa leci. - z przerażenia do niej podbiegł.
Wystraszona dziewczyna przetarła palcem zakrwawiony nos, aby ujrzeć na nim czerwoną substancję.
- Thomas, co się ze mną dzieje? - wyznała zaniepokojona dziewczyna.
- Spokojnie. Usiądź sobie i przechyl głowę do przodu. Masz tu husteczkę, zatamuj krew, a ja ci zrobię zimny okład na szyję.
- Thomi ja się boję. - powiedziała z płaczem w oczach.
- Nic ci nie będzie. Może wezwać pogotowie? - zapytał niosąc dziewczynie lód zawinięty w ręcznik, który położył na jej kark.
- Nie dzwoń. Zaraz mi przejdzie. - wyszeptała nieco spokojniejszym tonem.
- Ale jutro zabieram cię do przychodni. Zrozumiano?
- Mogę ci to obiecać.
- Martwię się o ciebie. - przytulił dziewczynę.
- Miałam o siebie dbać, a co robię? Buszuję po nocach, zamiast spać.
- Chodź położysz się, pomogę ci wstać. - wziął ją pod ramię, a potem na własnych rękach przeniósł Sylwię do sypialni.
- Dziękuję, że się mną opiekujesz.
- Jesteś dla mnie jak siostra. Zawsze będę o ciebie dbał. - pocałował jej czoło, a zaraz potem usnęła.
Miała piękny sen, lecz został brutalnie przerwany przez dzwoniący budzik, który wskazywał godzinę dziewiątą. Nienawidziła tego uczucia. Wstała z łóżka i ruszyła na poszukiwanie telefonu, który był w salonie. Znalazła go i jak zwykle był rozładowany. Na stoliku leżała kartka od Thomasa.
- Wyszedłem do pracy, będę o drugiej. Bądź gotowa jak wrócę, bo idziemy do lekarza. W lodówce zostawiłem ci jedzenie, które musi zniknąć. Dbaj o siebie. Buziaki :*
- Cały Thomas. Troskliwy i opiekuńczy. - szepnęła pod nosem, uśmiechając się do kartki.
Wzięła szybką kąpiel, po czym założyła ubrania, przyniesione tydzień temu. Swoje kroki skierowała do lodówki. Zjadła zdrowe śniadanie, a potem zmyła naczynia. Walnęła się na kanapie i z nudów wyciągnęła spod stolika laptopa Thomasa. Nagle pomyślała o Marco z którym jeszcze niedawno pisała...
- Laura umówiła się z Oskarem, a jak wiesz jestem w niej zakochany. Myślałem, że ona też coś do mnie czuje, ale najwyraźniej się pomyliłem. W dodatku Felix cały czas o ciebie pyta.
- Co on znowu ode mnie chce? - zapytała z oburzeniem.
- Po meczu się upił i jak to on, gadał głupoty. - przyznał obojętnie.
- Nie chce już o nim słyszeć, a co do Laury to nie poddawaj się tak łatwo. Jeszcze możesz ją zdobyć. - przytuliła go.
- Kochana jesteś. Zawsze mi pomagasz. Możesz dzisiaj u mnie nocować?
- Ok, tylko wyślę tacie wiadomość, żeby się nie martwił.
- To ja w tym czasie zamówię pizzę. - poszedł do kuchni po telefon.
Po dwudziestu minutach przyjechał dostawca z jedzeniem. Kiedy odjechał przyjaciele zabrali się do konsumpcji.
- Sylwuś, a z kim ty wróciłaś do domu?
- Nie uwierzysz. Z piłkarzem, którego wcześniej widziałam na koncercie. Teraz okazało się, że gra w Borussi, ale nie naszej tylko z Moenchengladbach. W sumie to polubiłam go.
- Aha, ale podoba ci się?
- Jest przystojny, ale najważniejsze, że inteligentny, a i zaprosiłam go na ognisko. - nawijała jak nie ona.
- To świetnie, poznasz mnie z nim. Ale zrobiłem się senny, idę się położyć. - leniwie wstał z kanapy i skierował się do swojej sypialni.
- Ja tu jeszcze posiedzę, bo i tak nie usnę. - krzyknęła.
Dziewczyna udała się do kuchni po kakao, które niedawno zrobił chłopak. Lubiła siedzieć w ciemności, dlatego pogasiła światła w całym mieszkaniu. Z gorącym kubkiem napoju powędrowała do okna. Wcześniej uchylając je na rozcierz. Usiadła na parapecie, popijając ciepłe kakao i spoglądając na zachmurzone niebo. W tej chwili o niczym nie myślała, zupełna pustka przepełniła jej głowę. Dochodziła pierwsza w nocy. W końcu dziewczyna poczuła znużenie. Zeszła z parapetu, odstawiając pusty kubek. I znowu to samo uczucie, pulsującej od bólu głowy. Chwiejącym krokiem skierowała się do kuchni, do której niedługo po niej wparował zaspany Thomas. Zapalając światło, przestraszył dziewczynę nie na żarty.
- Boże! Thomas, ale mnie nastraszyłeś.
- Sylwuś, wiesz, która jest godzina? Czemu ty jeszcze nie śpisz? - oznajmił przecierając zmęczone oczy.
- Nie mogę jakoś spać.
- Matko! Co ci jest? Krew ci z nosa leci. - z przerażenia do niej podbiegł.
Wystraszona dziewczyna przetarła palcem zakrwawiony nos, aby ujrzeć na nim czerwoną substancję.
- Thomas, co się ze mną dzieje? - wyznała zaniepokojona dziewczyna.
- Spokojnie. Usiądź sobie i przechyl głowę do przodu. Masz tu husteczkę, zatamuj krew, a ja ci zrobię zimny okład na szyję.
- Thomi ja się boję. - powiedziała z płaczem w oczach.
- Nic ci nie będzie. Może wezwać pogotowie? - zapytał niosąc dziewczynie lód zawinięty w ręcznik, który położył na jej kark.
- Nie dzwoń. Zaraz mi przejdzie. - wyszeptała nieco spokojniejszym tonem.
- Ale jutro zabieram cię do przychodni. Zrozumiano?
- Mogę ci to obiecać.
- Martwię się o ciebie. - przytulił dziewczynę.
- Miałam o siebie dbać, a co robię? Buszuję po nocach, zamiast spać.
- Chodź położysz się, pomogę ci wstać. - wziął ją pod ramię, a potem na własnych rękach przeniósł Sylwię do sypialni.
- Dziękuję, że się mną opiekujesz.
- Jesteś dla mnie jak siostra. Zawsze będę o ciebie dbał. - pocałował jej czoło, a zaraz potem usnęła.
Miała piękny sen, lecz został brutalnie przerwany przez dzwoniący budzik, który wskazywał godzinę dziewiątą. Nienawidziła tego uczucia. Wstała z łóżka i ruszyła na poszukiwanie telefonu, który był w salonie. Znalazła go i jak zwykle był rozładowany. Na stoliku leżała kartka od Thomasa.
- Wyszedłem do pracy, będę o drugiej. Bądź gotowa jak wrócę, bo idziemy do lekarza. W lodówce zostawiłem ci jedzenie, które musi zniknąć. Dbaj o siebie. Buziaki :*
- Cały Thomas. Troskliwy i opiekuńczy. - szepnęła pod nosem, uśmiechając się do kartki.
Wzięła szybką kąpiel, po czym założyła ubrania, przyniesione tydzień temu. Swoje kroki skierowała do lodówki. Zjadła zdrowe śniadanie, a potem zmyła naczynia. Walnęła się na kanapie i z nudów wyciągnęła spod stolika laptopa Thomasa. Nagle pomyślała o Marco z którym jeszcze niedawno pisała...
***
Chłopak przeglądał pocztę w komputerze, aż usłyszał dzwonek do drzwi. Spoglądając na wizjer, ujrzał w nim uśmiechniętą Camillę. Postanowił, że ją wpuści.
- Marco, ale się za tobą stęskniłam! - rzuciła mu się na szyję.
- Camilla? Tak szybko cię wypuścili. - udał zaskoczonego.
- Byłam grzeczna i pozwolili mi się z tobą spotkać.
- Cieszę się, a jak się czujesz? - zaprosił ją ruchem ręki do kuchni.
- Pogodziłam się ze stratą dziecka, choć nie było łatwo. - przysiadła na krześle.
- Przykro mi. Napijesz się czegoś? - zapytał z obojętną miną.
- Poproszę wody. - podał jej szklankę.
- Śpieszysz się, bo chciałem wziąć prysznic? - zapytał łapiąc za ręcznik.
- Mam czas. Poczekam na ciebie. - udała się do salonu, siadając na kanapie.
- Ok. Zaraz wracam. - udał się na górę do łazienki.
Dziewczyna złapała za pilot i włączyła telewizor, lecz jej uwagę przykuł leżący na stoliku laptop. Nie wytrzymała i z ciekawości przejrzała pocztę chłopaka. Nic szczególnego tam nie zobaczyła. Już chciała położyć sprzęt, ale niechcący przełączyła stronę na której wcześniej logował się Marco. Był to czat, cały czas dostępny. Ujrzała otwarte okienko, gdzie chłopak dostał wiadomość. Chciała się zabawić, a więc postanowiła, że poda się za Marco.
~Sylwia16~ Cześć. No w końcu cię dopadłam. Długo nie pisałeś, martwiłam się.
~Marco19~ Najmocniej cię przepraszam, ale miałem dużo roboty.
~Sylwia16~ Nie szkodzi. Ważne, że teraz jesteś. Mam do ciebie pytanie, które cały czas mnie nurtuję. Muszę o to spytać.
~Marco19~ Wal śmiało. Odpowiem na wszystko.
~Sylwia16~ Ty mieszkasz w Moenchengladbach?
~Marco19~ Nie, od dzieciństwa żyję w Berlinie, a czemu tak pomyślałaś.
~Sylwia16~ Chyba cię z kimś pomyliłam, a jak sprawy z twoją byłą?
Camilla usłyszała jak Marco schodzi na dół i spanikowana wyłączyła laptopa, schowała go pod leżącą na kanapie poduszką. Przy okazji wyciągnęła 50 euro ze spodni Marco. Nieświadomy niczego chłopak zajął miejsce obok niej.
- Już jestem. Przepraszam, że zostawiłem cię samą.
- Nie ma sprawy. Za dwie godziny muszę wrócić do ośrodka.
- To cię odwiozę, bo umówiłem się z Romanem. Ej, a gdzie jest mój laptop?
- Coś się wyłączył, więc go zamknęłam i leży na kanapie. - wymyśliła na poczekaniu.
- I jak cię tam traktują? - zapytał z ciekawości.
- Wszyscy są dla mnie mili. Zaprzyjaźniłam się nawet z jedną dziewczyną.
Rozmawiali z godzinę o różnych błahostkach, dopóki dziewczyna nie spojrzała na zegarek.
- Muszę się już zbierać. - oznajmiła, wstając z kanapy.
- Odwiozę cię. - złapał za kluczyki od samochodu.
Zamknął drzwi i udali się do auta piłkarza. Podwiózł dziewczynę na miejsce i odjechał. Camilla wyszła z budynku, do którego weszła, aby zmylić Marco, że niby tam przebywa i się leczy. W rzeczywistości wcale nie poszła na odwyk. Uciekła stamtąd już pierwszego dnia. Podążyła w ciemną uliczkę, gdzie czekał na nią jakiś łysy typ.
- Masz kasę na prochy? - zapytał z groźną miną.
- Coś tam mam. Pójdę tam z tobą, ale musisz mi obiecać, że nie podniesiesz więcej na mnie ręki.
- Chodź i nie marudź. Zaraz dostaniesz to czego chcesz. - złapał ją za rękę i weszli do jakiegoś klubu...
***
Tymczasem w mieszkaniu Sylwii, niewyspana dziewczyna zrobiła sobie krótką drzemkę. W pewnym momencie jej sen przerodził się w jakby dziwną wizję. Zobaczyła dziewczynkę jadącą rowerem po ulicy. Nagle dziecko przewróciło się, a wyjeżdżające auto zza zakrętu o mały włos jej nie przejechało. Całe zdarzenie miało miejsce przed domem Sylwii. W jej oczach było niemalże zamazane. Przebudziła się i przestraszona wybiegła przed budynek. Jej przerażenie wzrosło mocniej, gdy ujrzała identyczną sytuację, jak ta ze snu...

Przepraszam was za ten rozdział nie na temat. W ogóle nie mam natchnienia. Obiecuję, że następny rozdział będzie o wiele lepszy, może jak te upały ustaną. Mam nadmiar pomysłów, których nie umiem wykorzystać. Wszystko się zrobiło takie zagmatwane. Jak na razie nie mam siły na pisanie, w dodatku mam problemy ze zdrowiem. Przez leki od alergii, dostaję okropnych bóli głowy. Co do snu Sylwii, moja siostra miała kiedyś podobne wizje. Bardzo wam dziękuję za wszystkie komentarze. Jesteście kochane i jeszcze raz przepraszam jak kogoś zawiodłam. Następny rozdział w poniedziałek, o ile zdążę. Jeśli czytacie, to zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza. Pozdrawiam, Sylwia :*